Baltyk OstatnieChwile

Paralotnią Przez Bałtyk - OSTATNIE CHWILE PRZED...

Piątek 8.VI. 2007

Zaraz po konferencji prasowej w Porcie Lotniczym Poznań- Ławica jedziemy do Gruszczyna po nasz sprzęt i wyjeżdżamy do Bagicza który stanie się bazą naszych ostatnich przygotowań. Planujemy jeszcze polatać tego dnia nad morzem, ale moment wyjazdu przeciąga się w nieskończoność.    >>>

W Gruszczynie jeszcze przed nami pojawiły sie stacje telewizyjne by sfilmować nasz wyjazd, tam udzielamy ostatnich wywiadów, ostatecznie wyruszamy pod wieczór, docierając nad morze już o zmroku.

Całe wybrzeże skąpane jest we mgle, widoczność na kilkanaście metrów. Sprawdzamy temperaturę wody, i wtedy po raz pierwszy poważnie zaczynamy się zastanawiać, czy na pewno chcemy to zrobić. Woda jest lodowata, a poczucie chłodu potęguje wszechobecna mgła. Wiemy, że sięga zaledwie kilkunastu metrów, ale zdajemy sobie tez sprawę, że może nam nie tylko utrudnić start, ale sprawić, że przez pewien czas nie będziemy mieli kontaktu wzrokowego z łodzią ratowniczą. Mimo zmęczenia i nieprzespanych juz wcześniej nocy, długo dyskutujemy, analizując prognozy meteorologiczne, wysokości lotu, procedury ratunkowe. Kładziemy sie spać po 2.00 w nocy, i pełni emocji raczej udajemy że śpimy.

Sobota 9.VI.2007

Wstajemy wcześnie, jeszcze przed wschodem słońca, o 4.00 rano gotowi do lotu. Mgła nadal sie utrzymuje, postanawiamy jednak jeszcze raz sprawdzić sprzęt w powietrzu, tym razem latając już nad morzem.

Pomimo niepewności i najróżniejszych obaw spotęgowanych tajemniczą aurą mgły, wschód słońca oglądany przez nas z powietrza potęguje poczucie niesamowitości tej sytuacji i sprawia, że jesteśmy bardzo podekscytowani, czując sie całkowicie szczęśliwi.

Po południu jedziemy do Kołobrzegu przygotować łódź, na której będziemy wraz z naszymi wózkami wracać ze Szwecji. Początkowo braliśmy pod uwagę kuter, lecz żaden nie dorównywał prędkościom rozwijanym przez Synthesisy na których lecimy. Ostatecznie wybór padł na Jednostkę Ratownictwa Morskiego - Baltic Safari - rozwijającą prędkości nawet do 60 węzłów. Biorąc pod uwagę świetne osiągi Synthesisów - bardzo szeroki zakres trymerów - które przy całkowitym ich odpuszczeniu pozwalają naprawdę dużym skrzydłom jakim jest Synthesis Cabrio 42 na lot z prędkością 64 km/h! - oraz spodziewając się dodatkowo wiatru w plecy, po długich poszukiwaniach zdecydowaliśmy, że jedynie ta łódź spełniła nasze oczekiwania. Jest na tyle zwrotna i szybka, by odpowiednio wcześnie podjąć nas z wody w razie wodowania, oraz nadążyć za nami, gdy prędkość przelotowa wzrośnie nawet do 100km/h. Niestety, Baltic Safari ma zaledwie 9m długości i tylko 3m szerokości, co pod dużym znakiem zapytania stawia nasz wspólny powrót drogą morską, zwłaszcza, że na łodzi znajdować się będą dziennikarze i filmowcy. Ostatecznie demontujemy kilka siedzeń i poręczy, redukując liczbę filmowców do 2 telewizji, co pozwoli nam na zamocowanie naszych wózków, które i tak będą w 1/3 wystawać nad wodę.

Po powrocie na lotnisko w Bagiczu  po raz ostatni kontrolujemy wózki, sprawdzając szczegółowo każdy spaw, każdą śrubę, każdą nakrętkę...

Największe emocje jednak dopiero przed nami. Wieczorem o godzinie 22.00, po zalaniu dodatkowych zbiorników okazuje się, ze w wózku Janusza korek w dolnym baku jest wadliwy i przesącza paliwo.

Niedziela 10.VI.2007Godzina 01.00
Godzina 02.30

Pobudka dla szczęśliwców którym udało sie przysnąć. Schodzimy na dół na odprawę do lotu. Nasz meteorolog - Artur czytając ostatnie wydruki meteo ucieka wzrokiem. Nie ma mowy byśmy lecieli na zaplanowanej wysokości 800m. Wiatr północno-wschodni i wschodni, jak na nasze warunki stosunkowo silny, od 6m/s, wyżej jeszcze silniejszy. W sam raz na przelot do ...Danii. Przez moment na poważnie analizujemy tę ewentualność, po czym ponownie analizujemy meteo. Jedyna szansa to lot bardzo nisko, 10m nad wodą. Na tej wysokości mamy wiatr wschodni z tendencją do obracania się na południowo-wschodni, który na wysokości Borholmu zanika do zera. Natomiast przy samej Szwecji ok godziny 10.00 wzrasta do 10m/s i obraca się na północny. Jedyna szansa to przeskoczyć Bałtyk jak najszybciej, na bardzo małej wysokości, licząc, że w międzyczasie wiatr nie nasili się i nie obróci na północny. Oraz, że nie zaskoczą nas żadne anomalie, przed którymi ostrzegali nas obeznani jak mało kto z Bałtykiem nasi ratownicy.

Analizujemy każde podane 100m wysokości, sprawdzamy wszystkie informacje z pozostałych serwerów, lecz wszędzie informacje są te same. Powoli dociera do nas, że jedyna możliwość, to lot tuż nad wodą. I choć wcześniej nie braliśmy tej ewentualności pod uwagę, okazuje się, że tak naprawdę tylko ona nam pozostaje. Zakładaliśmy lot wysoki, przynajmniej na tyle wysoki, by w razie awarii silnika dysponować wystarczającym czasem na odczepienie całej elektroniki -  Łączności radiowej, telefonów, gpsów, kamer, uwolnienie sie od wszystkich linek i zaczepów oraz zabezpieczenie całej elektroniki przed wodą, wypięcie się z taśm i spokojne przygotowanie do wodowania.  Na tak małej wysokości, w razie wodowania na pewno nie będzie na to czasu, lecz co gorsze, niski lot będzie o wiele bardziej nerwowy, skazany na bezustanne pilnowanie kursu i wysokości, pozbawiony komfortu kontaktu wzrokowego z Borholmem, a później ze Szwecją. Dodatkowo  ogromnym niebezpieczeństwem w lotach nad wodą jest trudność w ocenie wysokości - brak punktów odniesienia sprawia, że nie można określić wysokości, gdyż fale z 10m wyglądają identycznie jak z 500m.

Niepewnie spoglądamy po sobie, gotowi przełożyć lot na następne dni, jednak Artur mówi, ze później ma być jeszcze gorzej...

Podejmując decyzję o starcie ustalamy, że jeśli wiatr nie będzie zbyt silny polecimy na 200m, a po godzinie lotu, wiedząc już jaką odległość pokonaliśmy, zadecydujemy o dalszym kontynuowaniu lotu lub powrocie do Polski. Jeśli ta wysokość okaże się niekorzystna, polecimy niżej, w ścisłym kontakcie wzrokowym z łodzią asekuracyjną.

Paliwa mamy na 12 godzin lotu, jeśli pierwsze 30 km przelecimy w czasie krótszym niż godzinę, polecimy dalej. I choć nie zakładaliśmy tego wcześniej, bierzemy realnie pod uwagę, że zakończymy przelot na Bornholmie. Co prawda złożony przez nas plan lotu przebiega 10 km na lewo od wyspy, lecz żeby utrzymać tę trasę i tak polecimy trawersem pod wiatr, spychani w stronę Danii.

O godzinie 2.30 nasza łódź asekuracyjna, z filmowcami Polsatu i TVN i Studia Kamereon na pokładzie jest już po odprawie i wypływa w morze by oczekiwać nas na wysokości Bagicza.

Kiedy wyjeżdżamy na pas startowy, - na lotnisku zebrała się już spora grupa ludzi. To nasi przyjaciele, piloci z różnych miejsc w Polsce, którzy przyjechali tu w nocy , specjalnie na tę chwilę, by towarzyszyć nam w momencie startu. Jesteśmy bardzo zaskoczeni, bo przyjechali nie tylko z najbliższych okolic, tylko na ten moment -by powiedzieć - jesteśmy z wami. Jest 3.00 w nocy. Już na pasie startowym powtarzamy raz jeszcze wszelkie procedury awaryjne, wypięcia i opuszczenia wózków, zabezpieczenia sprzętu, uruchomienia bojek wypornościowych, odpalenia rac. Miny mamy jednak niepewne, przez co bardzo szczelnie zapinamy swoje pianki do nurkowania, które ubraliśmy pod kombinezonami. Odprawę graniczną z zaplanowanej godziny 04.00 przenieśliśmy na 3.30, licząc, że im wcześniej wystartujemy, tym słabszy wiatr napotkamy na pierwszych kilometrach.

Straż graniczna jest na lotnisku punktualnie o 3.30. Po sprawnej odprawie jeszcze raz robimy ostatnią kontrolę podczepienia. Ukradkowo spoglądamy na siebie z Januszem, spojrzeniami zapewniając się, że wszystko jest w porządku, ale mamy świadomość, że w środku emocje są ogromne.

Razem z nami gotowa do startu jest tez nasza ekipa rezerwowa - Marek Szafrański i Andrzej Gatniejewski. Pierwszy odcinek trasy, kilka kilometrów w strone Szwecji polecą odprowadzając nas w tę powietrzną wyprawę. Tuz przed 04.00 potwierdzamy telefonicznie złożony na Lotnisku Ławica Pierwszy Lot Paralotni Przez Bałtyk. Już po odpaleniu silników podbiega do nas Artur z ostatnimi danymi rozkładu wiatrów, rozpisanymi na kartkach wysokościami, kierunkami i tendencjami do zmian, wpychając nam je do kieszeni kombinezonu, powtarzając swoją mantrę jak szmańskie zaklęcie od którego zależeć będą losy całego plemienia - „lećcie nisko, lećcie nisko”... Wreszcie startujemy.

Tomasz Chudziński

Szkoła Latania Feniks

www.keepflying.pl

tel:  0 603 119 216

Cudowne Wyprawy ! Kilka z ciekawszych naszych wypraw....


Warning: Declaration of IceGroupContent::getListByParameters(&$params) should be compatible with IceGroupBase::getListByParameters($params) in /keepflying/modules/mod_ice_carousel/libs/content.php on line 17