Baltyk Przelot

Paralotnią Przez Bałtyk - PRZELOT

Pierwszy w powietrze wzbija się Marek, za raz za nim Andrzej. Potem Janusz i na koniec ja. Jeszcze na ziemi, nie opuszcza nas poczucie nieprzeciętności tej sytuacji, poczucie, ze dzieje się cos wyjątkowego, że sami stworzyliśmy to wydarzenie, że wykreowaliśmy tą chwilę samodzielnie. Mimo obaw i niepewności, radość w tym momencie jest nie do opisania.   >>>

Jest jeszcze dosyć ciemno, rozpoznajemy się w powietrzu jedynie po włączonych stroboskopach. Nigdzie nie widzę łodzi. Janusz nie odpowiada na moje wywołania, łódź też nie odpowiada...

Latamy, kręcąc się cały czas blisko brzegu, zataczając coraz większe kręgi. Janusz ciągle nie odpowiada. Trochę mnie to irytuje, mamy co prawda zapasowe radia, ale na razie nie przełączam łączności, chaotycznie rozglądając się w powietrzu za łodzią. Wreszcie jest, widzę ślad na wodzie, przy brzegu. Podlatuję trochę bliżej i zawracam w stronę morza. I nic. Żadnej reakcji. Łódź płynie dalej, spokojnie wzdłuż wybrzeża. Powtarzam manewr raz jeszcze i znów bez jakiejkolwiek reakcji. Irytuję się coraz bardziej, w ten sposób nigdy nie odlecimy od brzegu, jest aż tak ciemno, że nie widzą nas w powietrzu? Albo coś się stało albo to nie oni, nie wiem i nie mogę tego rozpoznać.

Na gpsie jeszcze niewiele co widzę, podświetlenie nie pomaga, po zdjęciu okularów oczy zaszły mi łzami, - tak, spora część mnie chciałaby w tej chwili zapłakać. Decyduję się wejść wyżej, uspokoić trochę emocje, przełączyć łączność na zapasowe radio. Dopiero teraz dostrzegam, że kabel od radia jest rozłączony. Kiedy wreszcie kontaktuję się z Januszem oddycham trochę głębiej. Wywołuję łódź – są, ale nadal ich nie widzę. Zapalcie stroboskopy! Daleko od brzegu zaczyna migotać jasny, biały punkt...

Napięcie i niepokój przy starcie ustąpiły wraz z wskazaniami na gpsie. Co prawda po wejściu na 800m – czyli na wysokość na jakiej planowaliśmy przelot, poruszamy się zaledwie 30-35km/h, jednak niżej, tuz nad wodą, nabieramy ekspresowego tempa przekraczając chwilami nawet 80km/h. I choć jesteśmy tu naprawdę nisko, czujemy już, ze Szwecja jest nasza. Co jakiś czas zmieniamy wysokość, wtedy jednak musimy lecieć trawersem, z bocznym wiatrem, a nawet pod wiatr, cały czas zdając sobie sprawę, ze jeśli się nasili, zepchnie nas na pełne morze, w stronę Dani. Wchodzimy trochę wyżej – tak, ta ciemna plama na horyzoncie, z przodu po prawej to Bornholm. I choć mijamy wyspę w odległości 10km, w jej towarzystwie czujemy się dużo bezpieczniej. 

Najwięcej pytań wiąże się z odczuciami i emocjami. Co wtedy myślisz, co wtedy czujesz? Wyobraź sobie, że siedzisz na latającym motocyklu, podczepionym do skrawka materiału, dużej chustki do nosa, którą da się sterować. Pod Tobą i we wszystkich kierunkach tylko woda. Brzegu dawno już nie widać, z żadnej ze stron. Mewy które towarzyszyły Ci jeszcze przed chwila, właśnie zawróciły. Jeśli można być samemu to właśnie jesteś sam. Zupełnie sam. Samemu nie musi jednak oznaczać samotnie. Jest Ciebie pełno, w świście powietrza, w miarowej pracy silnika, w zapachu morza, nawet w falach pod Tobą, - jesteś tak intensywnie, iż odnosisz wrażenie jakbyś wypełniał całą przestrzeń z Polski do Szwecji. Jesteś Bałtykiem, jesteś morskim powietrzem, już nie nocą, ale jeszcze nie dniem, jesteś księżycem nad Twoją głową i niebem na wszystkich horyzontach. I właśnie wschodzi słońce. I wtedy brakuje Ci jedynie wielkiego lustra obok siebie, by sprawdzić w nim jaki jesteś szczęśliwy.

Przelatujemy kilka metrów nad pełnomorskimi statkami, krążymy wokół, co wywołuje chwilowy paraliż ich załóg, prawdopodobnie przekonanych, że chcemy wylądować na pokładzie. Marynarze dosłownie zamierają na te kilka chwil, nie wiedząc zupełnie czego się spodziewać. Całe szczęście, nie interpretują tej wizyty jako wrogiej, pozdrawiamy się wzajemnie i odlatujemy dalej...

Cały czas w uszach dźwięczą nam słowa naszych ratowników, obeznanych z morzem jak mało kto – „Pamiętajcie, ze morze jest nieprzewidywalne i tak jak w górach, w każdej chwili może zaskoczyć was nagłą zmianą wiatru i pogody, a 15 km dalej mogą nagle powstać się zupełnie inne warunki, niż te w jakich lecicie w tej chwili”.

Szczęśliwie dla nas, Duch Bałtyku nie zaskakuje nas żadnymi pogodowymi niespodziankami, po dwóch i pół godzinie lotu nad wodą, ponownie nabieramy wysokości i naszym oczom ukazuje się Szwecja. Napięcie które cały czas nam towarzyszy, prawie zupełnie znika. Ale tylko na moment, bo zegary informują iż niebezpiecznie podniosła się temperatura w moim silniku. Dziwne uczucie, zwłaszcza, że brzeg jest prawie na wyciągnięcie ręki. Zmniejszam obroty, rezygnuję z dalszego wznoszenia, i po kilku chwilach wszystko wraca do normy.

Kiedy nadlatujemy nad szwedzkie wybrzeże, nikt z nas nie chce jeszcze lądować. Z Loderop lecimy dalej, do portu w Skillinge, by nasza łódź mogła bezproblemowo zabrać nas na pokład w drogę powrotną. Ale i tam, latamy jeszcze jakiś czas kręcąc się w kółko nad portem, przedłużając radość w nieskończoność. Lądujemy. Ściskamy się, skaczemy i krzyczymy. W uszach do dziś jeszcze dźwięczą nam słowa jednego z ratowników -„Ktoś wreszcie zdecydował się ten Bałtyk przelecieć i to właśnie Wy to zrobiliście”.

Tomasz Chudziński

Szkoła Latania Feniks

www.keepflying.pl

tel:  0 603 119 216

Cudowne Wyprawy ! Kilka z ciekawszych naszych wypraw....


Warning: Declaration of IceGroupContent::getListByParameters(&$params) should be compatible with IceGroupBase::getListByParameters($params) in /keepflying/modules/mod_ice_carousel/libs/content.php on line 17